SZKUBKI

Jeden maleńki płatek śniegu wirujący w mroźnym powietrzu długiej zimowej nocy, a w nim cała nadzieja tego świata. Biel pod czarnym niebem kładzie się na łąki i pola, spowija lasy srebrzystą poświatą, okrywa dachy domów grubymi czapami. Maluje cały świat białą warstwą niewinności.

Jedno niewielkie piórko, wyrwawszy się z dłoni roześmianej kobiety na wolność, wiruje w powietrzu, próbując naśladować magiczny taniec śnieżynek, walcząc z grawitacją, unosząc się pod sam bielony sufit. Leci powoli, aż ukrywa się za starym byfejem i nasłuchuje. Podłoga skrzypi, gdy starusieńki już Benek, utykając na lewą nogę, podchodzi do kafloka i dokłada drewna do ognia, by w izbie było też na pewno ciepło. Starym ludziom zawsze jest zimno. Nawet gdy dom wypełniony jest masą ludzi. Na ławie pod oknem jak malowane siedzą wszystkie panny ze wsi, równy rząd wielobarwnych warkoczy. Ich palce uwijają się wokoło pierza, oczy błyszczą, lica rumienią, bo przez okno co jakiś czas zaglądają kawalerowie, żartują, straszą, pukają, dokazują. Szkubki są. Wesoło jest. Na drugiej ławie siedzą starki, kobiety, które życie już sprawdziło, o obliczach dojrzałych, ale równie wesołych i rumianych. Piękne są twarze, na których czas śmiechem wymalował starość. To one opowiadają o dawnych czasach, o cieniach przeszłości, u utopcach, lotawcach, strzigach i połednicach, o miedznikach, swietlach, nocninach i bebokach, o podciepach, pieronkach i meluzynach, o wszystkim tym, czego nie widać, póki się w to nie uwierzy. Na trzeciej ławie siedzą żony, kobiety jedną stopą wciąż tkwiące w młodości, wzdychające na wspomnienie tych czasów beztroski, drugą już twardo osadzone w dorosłości, tej mniej słodkiej, gorzkiej, kładącej na ramiona ciężkie brzemię pracy i odpowiedzialności za siebie, za męża, za dzieci, ale równie pięknej, bo przepełnionej miłością. A między nimi Ana, trzymająca dłonie na okrągłym brzuchu, w którym tkwiła cała jej nadzieja. Wesoła, radosna, błogosławiona, a jednocześnie tak bardzo wystraszona. Słucha opowieści o tym, jak to będzie, mądrość wielu pokoleń spływa na nią tego wieczora. Jedno piórko wpada jej za kragen, zauważy to dopiero w domu, gdy ułoży się do snu obok męża, z którym łączy ją tak wielka nadzieja. Pierze leci na kołoce i kreple rozłożone na stole, nabiera zapachu kafeju i grzańca, klei się do szyb, do każdego wicu opowiadanego śmiejącym się głosem. Będą pierziny i zygowki, Aussteuer dla Mariki, która na wiosnę będzie się wydować za Alberta. Z tego to jest dopiero miglanc. Stoi za drzwiami, w rękach szary gołąb. Za chwilę otworzą się drzwi, on wpuści do izby ptaka, a ten rytmicznym ruchem skrzydeł sprawi, że i w środku ciepło oświetlonego domku rozpęta się śnieżyca, krzyki, muzyka i zabawa. Szkubki są. Wesoło jest. Do zmarzniętej szyby przyklei się maleńki płatek śniegu. Tak niepozorny. Jedyny taki, rysowany boską kredką. Cała nadzieja tego świata. Przyklei i będzie się przyglądać temu obrazkowi. Kto jak kto, ale płatek śniegu wie o tym, jak szybko wszystko przemija. Dlatego całym sobą będzie lgnąć do tego obrazu, bo gdy raz wygaśnie światło, szkubki już nie wrócą.

Schön schläft es sich im Winter, wenn Frau Holle ihre Federbetten ordentlich schüttelt und weißer Schnee auf die Welt rieselt. Wenn es draußen dunkel und kalt und drinnen warm und hell ist. Federbetten sind doch was tolles. Heute gibt es viele Alternativen, nicht jeder kann unter echten Federn schlaffen, sie sind auch nichts für Allergiker, früher aber begleiteten sie jede junge Frau, die nach der Hochzeit aus ihrem Elternhaus zu ihrem Mann zog. Sie waren ein Muss in der Aussteuer einer guten schlesischen Frela.

Die Vorbereitung dieser war auch ernst zu nehmen. Alle Frauen des Dorfes versammelten sich an den langen Winterabenden in der guten Stube, es gab sehr viele Federn – man kann sich kaum vorstellen, wie viele – und diese wurden dann gerupft. Eins nach dem anderen. Es war lustig. Es gab leckeres Essen, es wurden Geschichten erzählt, junge Mädchen auf das Eheleben vorbereitet, Kaffee getrunken. Draußen standen oft junge Männer, die harmlose Streiche spielten. Zu Ende der Arbeit wurde dann zusammen getanzt und gefeiert. Schön hat es sich wohl unter solch einer Federdecke geschlafen, mit der Erinnerung an die langen Winterabende in jeder kleinen gerupften Feder.